środa, 30 września 2026

Potwór Remendera

     Z komiksami super bohaterskimi mam relację skomplikowaną. Uwielbiam założenia, lecz większość komiksów tego nurtu jest dla mnie, cóż, infantylna. I jeszcze częściej schematyczna. W zalewie różnego wydawnictwa postanowiłem trzymać się dosłownie paru bohaterów (z okazjonalnymi skokami w bok), których historie też przeważnie są schematyczne, lecz nie ma mowy o infantylności. Są nimi Batman oraz Punisher. Tego pierwszego jest tyle, że nie nadążam z byciem na bieżącą, a i tak skupiam się wyłącznie na jednotomówkach bądź krótkich seriach. Z kolei Frank Castle w Polsce w zasadzie dopiero od kilku lat na serio zaczął być wydawany, na szczęście z umiarem. Zaczęło się od genialnej serii "Max", która jest bezkompromisowa pod każdym względem, dlatego też przeznaczoną wyłącznie dla dorosłego czytelnika. Garth Ennis to najlepsze co spotkało Franka, więc nie łudzę się, że coś tę serię przeskoczy. Następnie zabrano się za początki Punishera w serii "Epic Collection". Tę wciąż czytam i jest w zasadzie to, czego się spodziewałem, czyli dość typowy komiks amerykański z lat 80., taki mroczny, ale nie za bardzo. Jest to jednak jak najbardziej "czytalne", co nie zawsze jest wykonalne w wypadku tego typu historii obrazkowych.

    I tutaj pojawia bohater tego tekstu, czyli dwutomowe wydanie Punishera od Ricka Remendera. Obiecałem sobie, że będę sięgał po każde polskie wydanie Punishera, więc zaraz po premierze sięgnąłem po te cegły. Intrygujące są założenia tego runu, otóż Frank Castle w końcu umiera, ale prędko zostaje ożywione przez zgraję potworów. A jako że został poszatkowany, trzeba go było jakoś zebrać do kupy, więc Castle staje się, jakże oryginalnie, potworem Frankensteina (niestworzonym przez Frankensteina). Trzeba przyznać, że założenie dające sporo narracyjnych możliwości. Które to nie zostało wykorzystane, niestety. Remender napisał komiks generyczny, momentami dość bełkotliwy, bowiem przeplata się z seriami innych bohaterów, dlatego w pewnym momencie wydawca uznał, że należy zamieścić notkę wyjaśniającą. Historia do niczego konkretnego nie prowadzi, w pewnym momencie w jakiś cudowny sposób wszystko zostaje odkręcone, Frank staje starym Frankiem, więc pod koniec komiks staje typową opowieścią o Punisherze. I paradoksalnie jest najlepsza część tego runu. Wizualnie też dobrze nie jest. W swoich szczytowych momentach komiks wygląda w porządku, w najgorszych jest wręcz paskudny. Całość składa się na twór przeciętny, bowiem pomimo swoich licznych wad, ma też swoje jaśniejsze momenty. Ale tylko momenty. Dlatego polecić mogę jedynie najbardziej zagorzałym fanom Karzącego, którzy muszę sprawdzić wszystko, co ma na sobie wielką białą czachę. Nie żałuję lektury, lecz nigdy do tej serii nie wrócę i pożegnam się z nią bez żalu. Z ulgą wręcz.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz