Jestem niesamowicie zaskoczony jak bardzo wciągnąłem się w książkę, która jest de facto o wszystkim i o niczym, na pierwszy rzut oka chaotyczna, lecz na drugi całkiem sprytnie poukładana, dzięki czemu rozdziały można czytać wyrywkowo.
Smuggler był dla mnie, jak i chyba dla każdego stałego czytelnika tej gaze... tego czasopisma znaczy się, legendą. Dla wielu irytującą, dla większości, wydaje mi się, inspirującą. Jako nastolatek byłem zafascynowany jego ciętym piórem, sposobami, jakimi wyjaśniał mniej lub bardziej (z reguła mniej) rozgarniętych pisujących listy. Jego tożsamość była skrywana przez niemalże trzy dekady, choć w pewnym momencie większość domyślała się kim imć jest (ja sam od wielu stawiałem na Mac Abrę, bez snucia intryg w internecie, po prostu najbardziej pasował).
Jestem stałym czytelnikiem CD-Action bite 20 lat (pamiętam mój pierwszy zakupiony numer, z okładki krzywo patrzył się bohater gry "Prey", a było to w roku 2006),lecz od ponad dekady nie ekscytuję się nowym numerem (a uwierzcie, potrafiłem wręcz niezdrowo się ekscytować). Podczas lektury "Nie podoba się..." wróciła do mnie ta młodzieńcza ekscytacja, a raczej pamięć do niej. Przypomnieli się mi się dawni redaktorzy, ci kultowi, jak i ci nieco zapomniani. W tamtym czasie (głównie 2006-2012) w pewien sposób żyłem w uniwersum redakcji, interesowałem się nimi jak dzisiejsza młodzież jutuberami czy tiktokerami. Nie wszystko wtedy wyłapałem, dużo działo się zza kulisami, które to Smuggler lekko w tej książce uchylił. Np. pamiętam konflikt autora z EGM, przeze mnie bardzo lubianego, bo recenzował uwielbiane wtedy przeze mnie przygodówki (i robił to stylowo). Trochę smutno mi było, że dwóch lubianych przeze mnie redaktorów ma jakąś spinę, a jako, że nie czytałem bloga EGM'a, to nie miałem pojęcia o skali konfliktu. Smuggler wyciąga niektóre brudy, co dla niektórych może być niesmaczne, ale osobiście nie jestem zdania, że o zmarłym należy mówić dobrze lub wcale, a na pewno nie po latach po jego zgonie. Wydaje mi się, że podszedł do tego uczciwie często zaznaczając, iż jest wyłącznie jego opinia, aczkolwiek nie skupiał się na krytyce. Cóż, EGM był osobą ciekawą, nieszablonową, inteligentną, ale przy tym niesamowicie trudną.
Podsumowując: spodziewałem się takiej sobie opowiastki jak to drzewiej było, ot takie niewinne dojenie fanów, jak to było w przypadku publikacji "Chwile chwały i przypały" (ok, to był ewidentny skok na kasę biorąc pod uwagę stosunek ceny do zawartości). A dostałem historię życia (a raczej jej konkretny wycinek, bo w sumie nadal nic nie wiem o jego żonie) człowieka, który ukształtował pokolenie graczy w Polsce, a na pewno mnie, jako gracza, a trochę też jako człowieka, bo dzięki CDA romansowałem z dziennikarstwem. Jest to też zbiór tony anegdot nie tylko z CDA, ale także z absurdów PRL-u, wściekłego kapitalizmu lat 90., o dziwnych i ciekawych ludziach (rozwaliła mnie historia o Mareczku). No, jest tego multum, a wszystko to okraszone gawędziarskim stylem Smugglera. Ok, pod koniec jest trochę zapchaj dziury w postaci przepisów czy lekkich truizmów życiowych, ale i to doceniam. Nie jest to książka dla każdego, lecz dla specyficznego czytelnika (czytaj: wieloletniego fana pisma CDA) jest to pozycja wręcz obowiązkowa. Dla reszty to będzie raczej dziwna ciekawostka.

